Dywagacje o końcu tego, co się zaczyna

Nieprawda, to nie tak. Szafujesz bezwiednie pojęciami wbitymi w twoją jaźń niemalże od urodzenia. Cierpienie nie jest atrybutem życia. Wręcz przeciwnie. Zaprzeczeniem. To część choroby i umierania. Z życiem nieodmiennie związana jest miłość i radość. I pytanie nie dotyczy kwesti definicji cierpienia tylko starości, choroby, eutanazji. W którym momencie naszą małpią miłością zaczynamy krzywdzić tych, których kochamy. Pomińmy kwestię czy ich obdarzamy miłością czy to tylko uczucie do naszego własnego ego odbijającego się w innych istotach.
Fakt, życie i śmierć nieustannie uczestniczą w egzystencji, zmieniają i kształtują naszą codzienność. Pragnę jednak dać ci przykład z codziennego życia. Jeden z domowników starzeje się. Jego sprawność zaczyna pozostawiać coraz więcej i więcej do życzenia. Nie jest już w stanie być taki szybki jak kiedyś. Nie myśli tak błyskotliwie a wszystko co robi i mówi zajmuje coraz dłuższe przedziały czasu. Jak na dłoni widać, że zaczyna się od nas oddalać na drugą stronę. Śpi coraz dłużej i więcej, ma oczywiście zrywy, kiedy wybucha energią i żywotnością dając otoczeniu złudną iluzję, że jeszcze potrafi wrócić do dawnej sprawności, ale to tylko chwilowe powroty.
Przedziały niedomagań zaczynają się wydłużać w porównaniu z dobrymi chwilami i do naszych umysłów wkrada się lęk. Strach przed jego odejściem. Cierpieniem, które jest również i naszym, przecież go kochamy, jest częścią naszego życia. Obdarza nas swoimi uczuciami i widzimy tego dowody na każdym kroku. Przytulał i uspakajał, gdy byliśmy w strachu i niepewności, radował się z naszych powrotów i był zawsze na nasze zawołanie.
Teraz role się odwróciły. Czyżby? Być może to tylko kolejny rozdział.
W społeczeństwach zachodnich robi się wszystko by zaprzeczyć śmierci i cierpieniu. Na topie krzyczy tandetne plastikowe życie pozorów. Choroba nie istnieje. A jeśli coś tam się zdarzy zagłuszane jest eliminacją skutków. Tak jak dziecko chowa głowę pod poduszkę by problem zniknął w otaczającym cieple i ciszy. Weź tabletkę, strzel sobie drinka, wyluzuj. Baw się. Nie myśl. Za dużo myślisz. Idź za tłumem. Jeśli wszyscy tak robią, musi być dobrym. Nie zwracaj uwagi na niego, to ponurak i mendzioch. Bierz z życia co najlepsze!
I obraz tego, który zawsze, dzień za dniem obecny, cichy albo głośny, lustrzane odbicie naszych dni.
Mam w nosie rozdmuchane dyskusje o etyce eutanazji. Jest etyczna. I zastosuję ją w stosunku do siebie jak i najbliższych bez najmniejszych skrupułów. Jak profesor Sanderson z Nostern Exposure. Bo przecież o tym był ten odcinek. O prawie do wolności decyzji umierania. Nie o odbiciu naszego ego w bliskich i zawłaszczaniu ich jak przedmiotów. Nieważne czy to ludzie czy inne istoty nas kochające, które są częścią bytowania.
Krzyk mocherowych beretów każdego wyznania nie przesłoni rzeczywistości natury. Przytulam z czułością do siebie tego, który kocha, przesyłając mu całym jestestestwem swoje uczucie. Infantylność i zadawanie cierpienia zatrzymywania na siłę nie ma tu miejsca. Kiedy przyjdzie czas podejmę decyzję dobrą dla niego. Cierpienie nie zbawia. Blichtr wymyślony na użytek tłumu zastraszonych. Panta rei. Każda komórka wszechświata jest naszą częścią. Żyje i obumiera by przejść w inny stan świadomości i bytowania. By być częścią olbrzymiego Universum i wkładem w we wszechpotężny rozwój całości. Pozwólmy toczyć się naturze. Przystańmy na moment i zaakceptujmy prawa natury by móc dawać i rozumieć w pełni.



Bycie pozytywnie nastawionym do rzeczywistości nie oznacza głupoty czy braku świadomości tylko zrozumienie i przekazywanie. Tego co znaczenie ma największe. Miłości.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Fascynacje.

Mechanizmy wzbudzania taniej sensacji czyli Zychowicz o Hemingwayu sowieckim agencie

WITAJ